«(J 3, 16-18)».
„Tak Bóg umiłował świat(…)”
Patrzę na dzisiejsze czytanie z perspektywy ojca, którym jestem. Najbardziej boli wtedy, kiedy dziecko choruje, kiedy jego sytuacja jest zła i nie mamy wpływu na to, żeby było mu lepiej. Chciałbym zawsze swojemu dziecku dać więcej niż sam miałem i niż sam mam. Oczywiście w zdrowych dla jego rozwoju granicach i ilości oraz formie, bo wymagania to także miłość.
Bóg, który jest ojcem niebieskim kocha nas nieskończenie mocniej. Jest to miłość, która chce dać to, o czym marzą ludzie na przestrzeni wieków. Jego miłość to antidotum na śmierć, Jego miłość to szansa na życie wieczne.
„(…)kto nie wierzy, już został potępiony(…)”
Chociaż brzmi to niezwykle gorzko, to przecież człowiek, który nie wierzy Bogu, który jest miłością, nie wierzy tak naprawdę w miłość. Tu nie Bóg potępia, ale człowiek siebie samego potępia, odrzucając możliwość uczestniczenia w planie zbawienia, w planie kochania i bycia kochanym. Człowiek bez tego zawsze zostaje sam, bo miłość wymaga drugiego. Nie ma możliwości doznania miłości bez kochania drugiej istoty ludzkiej – nie mogę kochać Boga, jeśli nie potrafię kochać innych ludzi. Nie będę umiał kochać samego siebie, jeśli wcześniej nie doznam tego, czym miłość w ogóle jest

Dodaj komentarz