Blog

  • Fundamenty: Religia to nie bankomat wiary”

    «J 6, 22-29»

     

    Ubiegły tydzień mijał  pod znakiem cudów. Przynajmniej w czytaniach liturgicznych. Takich cudów, które są blisko. Takich, które dotyczą tego co dotykalne, cielesne, materialne. Jezus rozmnożył pożywienie, dał z obfitości tym, którzy pragnęli go słuchać. Myślę, że każdy lubi, kiedy mu się wiedzie i ma na to dowód w postaci wymiernego, materialnego dobra. Wiara wtedy jest łatwa. Pytanie, czy wielbi się wtedy dawcę, czy dar?

    «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»

    Najłatwiej opływając dobrem stracić sprzed oczu istotę tego co jest dla nas najważniejsze. Religia staję się wtedy formą bankomatu wiary –  Boże Ty mi daj, ja będę Cię wielbił.  To taka trawestacja znanego – jak trwoga to do Boga. W sytuacjach niecodziennych modlitwy nabierają na intensywności, przynajmniej w moim przypadku. Kiedy jest flauta to dotyka także ducha.
    Dobra materialne i troski życia codziennego są dla każdego ważne, dlatego Jezus przecież dba i o to. Dotyka ciała i materii, ale wskazuje na to, że to co z ducha to co wieczne jest pieczęcią, która naznacza Nas Bóg.

  • Nikodem w XXI wieku. Dlaczego same chęci to za mało?

    «J 3, 1-8»; «J 3, 7b-15»

     

    «Trzeba wam się powtórnie narodzić»

    To co mnie wczoraj uderzyło, a dzisiaj do tego wracam to konkret. Jezus nie stwierdza wcale, że zrodzenie na nowo może się realizować na znanych nam zasadach. Bóg nie jest sprzeczny. Nie można cofnąć czasu, nie można zrobić kroku wstecz. Nie można fizycznie zrodzić się na nowo, chociaż język stwarza taką możliwość – czujemy się niekiedy jak nowo narodzeni.
    Tu jednak chodzi o wewnętrzną dyspozycję. Zmiana wynika ze środka. To jest też ciekawe, bo wielu ludzi obecnie poddaje swoje ciało metamorfozom. Jednak to nie jest do końca trwała zmiana. Większy biceps, czy naciągnięta skóra, to jest tak naprawdę podążanie za modami.

    « Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?»

    To co ziemskie, co przyziemne – ciało. Dane przez Boga, jednak mające swoje prawa i wymuszające określone zachowania. W kwestiach ziemskich Bóg zostawił nam wiele wskazań, które ułatwiają dobre i zdrowe funkcjonowanie. Nie chodzi tylko o regulowanie biologii, chociaż też, ale chodzi także o to, że religia jest planem etycznym. Ten zakres regulujący nasze interakcje, poprzez przykazanie miłości jest właśnie tą radykalną zmianą, która wynika z odradzenia się przez wodę chrztu i rozpalenie cnót Ducha Świętego. Poszedłbym jednak o krok dalej – chodzi o życie sakramentalne w pełni. Zmiana, która wynika ze środka, bez sakramentów jest trudniejsza.

  • Fundamenty: Dekada miłosierdzia pod jednym dachem

    «J 20, 19-31»

    Dzisiaj jest wyjątkowy dla mnie dzień. Jest to oczywiście niedziela Miłosierdzia Bożego, dzień szczególny w Kościele. Jednak dla mnie ta wyjątkowość bierze się ze zbiegu daty.

    «Pan mój i Bóg mój!»

    Dekadę temu pojechałem na obchody do Bazyliki Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach z moją(wtedy) narzeczoną. Ślub był zaplanowany na koniec kwietnia, tak więc  postanowiliśmy wzmocnić naszą miłość zapraszając do relacji Jezusa Pana. Z perspektywy czasu widzę, że przeszliśmy razem wiele różnych chwil i momentów. Było ciężko, było gorzko, ale było też zawsze przebaczenie i jeszcze większa miłość.  Było miłosierdzie małżeńskie, które było silniejsze niż zniechęcenie. Miłość małżeńska to największy skarb, który został mi dany przez Boga. Ze wszystkich łask, których doświadczyłem w życiu, to właśnie najowocniejsza jest relacja do mojej ślubnej. Doświadczyłem prawdziwej głębi ludzkiej miłości – dalej jej doświadczam, także jako ojciec.

    Dawniej byłem jak Tomasz z dzisiejszego czytania -0 ja musiałem dotknąć, żeby uwierzyć. Zamiast tego Bóg dotknął mojego serca siłą miłosierdzia – Pan mój i Bóg mój.

  • O spotkaniu, które musi dojrzeć

    Łk 24, 35-48

     «Macie tu coś do jedzenia?»

    Czytanie jest wczorajsze, a wpis dzisiejszy. Musiało to popracować. To jest w ogóle fenomen Pisma Świętego, że nie od razu odkrywa to, czym się dla mnie staje. Czasem trzeba przemyśleć jakieś zdanie, jakiś fragment. Czas wytłuszcza i pogrubia esencję tego, co litery chcą powiedzieć.
    Jezus Zmartwychwstały, spotkany po raz kolejny. Uczniowie, którzy mieli coś, co nazwałbym roboczo rutyną Jego wyjątkowości, są po raz kolejny tak samo zaskoczeni. Cuda się działy, byli ich świadkami, w Jego imieniu wypędzali złe duchy, a mimo to nie są w stanie zrozumieć, tego co się dzieje. Po ludzku to ich przekroczyło. To jest kojące. Zazwyczaj kiedy dzieją się rzeczy nagłe,  niekoniecznie chciane nachodzi mnie czasami zwątpienie.  Chociaż zwątpienie nadchodzi częściej, kiedy nic się nie dzieje. to jednak inny temat – duchowej flauty. Oni także nie dostrzegali tego, że w chwili najcięższej próbny, On jest między nimi. Tak samo namacalny fizycznie, tak samo ludzki.

    Potem przyszło oświecenie. Po spotkaniu, po czasie, Wytłuszczył się sens tego, co napisane. Najpierw jednak musiało dojść do spotkania.

  • Fundamenty: Bóg nie ma innych rąk niż Twoje

    «Dz 3, 1-10»

    Dzisiaj Ewangelia koncentruje się na spotkaniu uczniów w drodze do Emaus. Bóg, którego spotykamy, a którego nie poznajemy. ten, który nas karmi mądrością i sobą, a umiemy to dostrzec ledwie muśnięciem jaźni. Jednak dzisiaj Dzieje Apostolskie są interesujące równie mocno – to taki reportaż z narodzin nowej rzeczywistości.

    «Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!»

    Ewangelie dają świadectwo cudów i uzdrowień Jezusa Pana. Piotr i Jan, kiedy już pomiędzy nimi nie ma Boga czynią dobro w Jego imieniu. To piękne, że Bóg, na którego przyjście czekamy pozostawia nas w dyspozycji do czynienia dobra w Jego imieniu. To wskazanie, że Bóg działa przez ludzi, że może działać przez nas samych. Czasami kiedy rozmawiam ze znajomymi o złu na świecie, pojawia się pretensja, że Bóg gdyby chciał to by naprawiał każde zło, to dla niego „małe miki”. To zrozumiałe, ale to przecież On zaprasza nas do udziału w Jego planie stworzenia i również w planie tworzenia dobra. Możemy działać w Jego imieniu, na większą Jego chwałę, czyniąc rzeczy wielkie, ale także te mniej zauważalne. Jesteśmy zaproszeni przez samego Boga do tego, aby brać odpowiedzialność za los innych, za los naszego otoczenia. Swoją drogą Piotr wskazuje na to, że często  najprostsze metody rozwiązywania problemów, nie rozwiązują wcale problemów. Czy garść złota postawiłaby chromego na nogi? Nie srebro i złoto, nie środki materialne, które wiele ułatwiają, a także pozwalają zachować dystans od głębi ludzkich problemów. Tu trzeba było głębokiej wiary, wejścia w los drugiego człowieka. Wzięcia części odpowiedzialności za innego i podjęcia trudu związanego z tym, że rzeczywistość która jest taka jaka nas zastaje podlega przeobrażeniu. To wymaga jednak zaufania w to, że można coś odmienić, że mamy wpływ na los.

  • Trzy dni to czasem za mało. O wychodzeniu z własnej ciemności

    Trzy dni to czasem za mało. O wychodzeniu z własnej ciemności

    «Mt 28, 8-15»

     

    «Nie bójcie się! »

    Esencją dzisiejszego czytania jest radość spotkania z Bogiem żywym.  Przejście od mroku beznadziei Wielkiego Piątku, do radości Zmartwychwstania. Od głębokiego paraliżu, który bierze się z poczucia utraty tego w co głęboko się wierzyło do radości tak niespodzianej, że powodującej lęk. Lęk, który wynikać może z tego, że może to zmysły nie dowożą. Może poczucie tego, że to sen, a sny mają to do siebie, że się kończą? Może to lęk przed tym, że to duch, a nie żywy człowiek? Zastanawiam się w jakim stanie bym się znalazł, gdybym faktycznie spotkał anioła, w miejscu, gdzie złożono zwłoki, których nie ma, a nie ma ich dlatego, że doszło do powstania z martwych? Co by było ze mną dalej, gdybym na swojej drodze spotkał osobę, co do której ja wiem, że zmarła?
    Umiem na to pytanie odpowiedzieć w pewnej mierze, bo mam w swoim życiu przejścia od śmierci do życia. Od ciemności do światła, od stanu beznadziei do stanu, kiedy każdy oddech jest jak wspaniały dar. Natomiast to dalej nie jest to.

     

    (…) i trwa aż do dnia dzisiejszego »

    Mnie jednak przykuwa ostatni fragment, ten dotyczący tego, że ludzie zaczynają nieść pomiędzy sobą plotkę, dotyczącą tego, że nie doszło do niczego. Umacniają mechanizm, który tak naprawdę jest umacnianiem się w braku nadziei na to, że każda sytuacja, która wydaje się bez wyjścia, tak naprawdę ma swój koniec i nie jest sytuacją bez wyjścia. Często słyszę dookoła, że czegoś się nie da, że coś bądź ktoś jest beznadziejne. Sam taki jestem – przejmuję się sytuacjami, które potem okazują się o wiele mniej straszne niż sobie je wyobrażałem. Narzekam czasami na świat, na ludzi, na życie i to niczego nie zmienia. Czasem trzeba poczekać, może nie do końca wystarczają trzy dni, ale przejście od ciemności do światła jest kwestią czasu, bo na końcu Bóg zwycięża.

  • Fundamenty: Wywyższenie przez uniżenie

    <<J 13, 1-15>>

     

    «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?»

    Dzisiejsze czytanie to modelowy przykład tego, czym jest wywyższenie przez służbę. Nauczyciel uniża się, by obmyć nogi uczniom. Relacja horyzontalna, która zna każdy z nas ze szkoły, czy innych życiowych sytuacji tu nabiera zupełnie odmiennej logiki. Od góry do dołu, ale nie tak jak można rozumieć relację, w której pojawia się dysproporcja potencjałów, czy doświadczenia,

     

    «Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi.»

    Służenie innym. Rodzinie, wspólnocie, bliskim i dalszymi jest formą daru miłości. Oddawanie kawałka siebie po to, by inni mieli lepsze i szersze możliwości. Jest to gest wobec innych. Przypominam sobie swoich rodziców, ich trud zaprowadzania ładu każdego dnia, w sytuacji, która była bardzo zmienna. Tego się nie docenia do momentu, kiedy samemu staje się ojcem. Moi rodzice ofiarowywali część siebie, po to, żebym ja mógł wzrastać. Dociera to do mnie w miarę tego, jak sam widzę własną rodzinę, która wzrasta. Czuję się wywyższony tym, że mogę obmyć nogi mojej żonie. Kiedy wykonuje gest, który wiem, że przyniesie jej ulgę w codziennych trudach.

    Budowanie wspólnoty wymaga tego, żeby sobie wzajemnie służyć, a to wymaga wzięcia ego w ryzy. W czasach, kiedy absolutyzujemy indywidualizm i wolność to trudne. Każdy chce mieć dla siebie jak najwięcej wszystkiego. Kiedy czytam dzisiejszy fragment, w głowie pojawia się myśl z mema – było wielu ludzi, którzy chcieli być jak bóg, jest jednak tylko jeden Bóg, który stał się człowiekiem.

  • Fundamenty: O srebrnikach, które liczymy w naszych relacjach.

    – Mt 26, 14-25-

     «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?»

    Kiedy Jezus i uczniowie przygotowują się do Paschy, ewangelista przybliża Judasza. Paradoksalnie przybliża nam jego oddalenie.
    Judasz podjął decyzję. Widział wiele, był jednym z dwunastu. Był blisko. Mimo tego mógł jasno określić wartość tej relacji – trzydzieści srebrników.

    Wyrachowany wybór. To jak w życiu. Bywają relacje, które mają swoją doraźną wartość. Te relacje zawsze traktują drugiego człowieka instrumentalnie. Taki wybór wynika najczęściej z tego, że nie dostrzegamy głębi osobowości tej drugiej strony, nawet jeśli widzimy, że ta osoba robi dobre rzeczy. Bywa, że sami stajemy się ofiarami takiego instrumentalnego traktowania. Pytanie brzmi, czy sami nie traktujemy innych w taki sposób, że mierzymy ich wartość według miar i wag określających opłacalność tej znajomości?

     

    «Czyżbym ja, Rabbi?»

    To pytanie jest zaskakujące. Przecież Judasz wie, co zrobił. Odebrał nagrodę i szukał sposobności, by wydać Jezusa. Zastanawiam się nad tonem wypowiedzi i tym, czy głos mu się łamał, czy był hardy? Jak reagował, kiedy Jezus odpowiada wprost «Tak, ty»? Czy był zaskoczony, czy to maskował? Wiedział doskonale, że Jezus wie. Mimo to, nie odstąpił od założonego i ustalonego planu.
    Czasem też taki jestem. Czasem doskonale zdaje sobie sprawę, z tego, że to co zrobię będzie mnie oddala od Ciebie, Jezu. Wtedy też w pełni świadom pytam – czy to będę ja? W głębi serca słyszę przecież – Tak, ty. Mimo to, oddalam wszelkie argumenty serca, na rzecz argumentów ze srebrników.

  • Czule przylgnąć do serca

    – J 13, 21-33. 36-38 –

    „Panie, kto to jest?” .

    Dzisiejsze czytanie jest głęboko dramatyczne i pełne napięcia. Poruszenie Jezusa, niepewność uczniów. Deklaracja Piotra, która płynęła z porywczości serca i gorzka odpowiedź, która musiała bardzo go zranić. I jedno kluczowe pytanie, które zawisło nie znajdując jasnego wskazania – „Panie, kto to jest?” Kim jest ten z uczniów, który Cię zdradzi?

    „A była noc”

    Zastanawiam się nad tym, ile razy sam czułem się tak samo jak Piotr? „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść z Tobą? Życie moje oddam za Ciebie!” Jak często wydawało mi się, że każdy krok, który będzie moim następnym, będzie krokiem za Jezusem? Potem pojawia się bat rzeczywistości. Okazuję się, że bezkompromisowość emocji, przegrywa z twardymi realiami okoliczności. Okoliczności, które studzą zapał i budzą wątpliwości. Te ostatnie bywają czasem głośniejsze od głosu sumienia i serca.
    Niuansowanie jest istotne, bo życie nie jest czarno białe. Tylko czasem zwracanie uwagi na odcienie szarości, przesuwa nas niezauważalnie od światła deklaracji takich jakie czynił Piotr, do mroku nocy, w którą odchodzi Judasz.

    „On więc oparł się na piersi Jezusa i zapytał : „Panie, kto to jest? „

    Ukochany uczeń, przylgnął do piersi Jezusa i zadał pytanie. Jaki to kontrast z wykrzyczanym obwieszczeniem Piotra. Myślę, że to też sugestia. Deklaracje, mocne postanowienia, próby zaklinania rzeczywistości – ludzkie narzędzia motywowania się i trzymania się wartości, które są nam bliskie. To wszystko bywa pomocne, ale najbliżej uzyskania odpowiedzi na pytanie jest właśnie ten, który który próbuje czule przylgnąć do Najświętszego Serca Jezusa.

    Dziękuję Panie, za to, że pomimo tego, iż często zdradzam, nie trzymam się założeń, jestem słaby i grzeszny, Ty wciąż pozwalasz mi być blisko i pozwalasz czule zbliżać się do Twojego Najświętszego Serca.