«J 6, 22-29»
Ubiegły tydzień mijał pod znakiem cudów. Przynajmniej w czytaniach liturgicznych. Takich cudów, które są blisko. Takich, które dotyczą tego co dotykalne, cielesne, materialne. Jezus rozmnożył pożywienie, dał z obfitości tym, którzy pragnęli go słuchać. Myślę, że każdy lubi, kiedy mu się wiedzie i ma na to dowód w postaci wymiernego, materialnego dobra. Wiara wtedy jest łatwa. Pytanie, czy wielbi się wtedy dawcę, czy dar?
«Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»
Najłatwiej opływając dobrem stracić sprzed oczu istotę tego co jest dla nas najważniejsze. Religia staję się wtedy formą bankomatu wiary – Boże Ty mi daj, ja będę Cię wielbił. To taka trawestacja znanego – jak trwoga to do Boga. W sytuacjach niecodziennych modlitwy nabierają na intensywności, przynajmniej w moim przypadku. Kiedy jest flauta to dotyka także ducha.
Dobra materialne i troski życia codziennego są dla każdego ważne, dlatego Jezus przecież dba i o to. Dotyka ciała i materii, ale wskazuje na to, że to co z ducha to co wieczne jest pieczęcią, która naznacza Nas Bóg.




