Tag: Wielkanoc

  • Trzy dni to czasem za mało. O wychodzeniu z własnej ciemności

    Trzy dni to czasem za mało. O wychodzeniu z własnej ciemności

    «Mt 28, 8-15»

     

    «Nie bójcie się! »

    Esencją dzisiejszego czytania jest radość spotkania z Bogiem żywym.  Przejście od mroku beznadziei Wielkiego Piątku, do radości Zmartwychwstania. Od głębokiego paraliżu, który bierze się z poczucia utraty tego w co głęboko się wierzyło do radości tak niespodzianej, że powodującej lęk. Lęk, który wynikać może z tego, że może to zmysły nie dowożą. Może poczucie tego, że to sen, a sny mają to do siebie, że się kończą? Może to lęk przed tym, że to duch, a nie żywy człowiek? Zastanawiam się w jakim stanie bym się znalazł, gdybym faktycznie spotkał anioła, w miejscu, gdzie złożono zwłoki, których nie ma, a nie ma ich dlatego, że doszło do powstania z martwych? Co by było ze mną dalej, gdybym na swojej drodze spotkał osobę, co do której ja wiem, że zmarła?
    Umiem na to pytanie odpowiedzieć w pewnej mierze, bo mam w swoim życiu przejścia od śmierci do życia. Od ciemności do światła, od stanu beznadziei do stanu, kiedy każdy oddech jest jak wspaniały dar. Natomiast to dalej nie jest to.

     

    (…) i trwa aż do dnia dzisiejszego »

    Mnie jednak przykuwa ostatni fragment, ten dotyczący tego, że ludzie zaczynają nieść pomiędzy sobą plotkę, dotyczącą tego, że nie doszło do niczego. Umacniają mechanizm, który tak naprawdę jest umacnianiem się w braku nadziei na to, że każda sytuacja, która wydaje się bez wyjścia, tak naprawdę ma swój koniec i nie jest sytuacją bez wyjścia. Często słyszę dookoła, że czegoś się nie da, że coś bądź ktoś jest beznadziejne. Sam taki jestem – przejmuję się sytuacjami, które potem okazują się o wiele mniej straszne niż sobie je wyobrażałem. Narzekam czasami na świat, na ludzi, na życie i to niczego nie zmienia. Czasem trzeba poczekać, może nie do końca wystarczają trzy dni, ale przejście od ciemności do światła jest kwestią czasu, bo na końcu Bóg zwycięża.