Kategoria: medytacja nad Słowem Bożym

  • Kakofonia mroku kontra cichy szept. Dlaczego zagłuszamy własną duszę?

    «Mt 10, 26-33».
    „Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach”.

    Zastanawiam się, nad tym fragmentem z  dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi w ciemności. Przecież to nie on jest panem ciemności, a Panem Światłości. Cóż Bóg mógłby mówić w zmatowionym świecie bez blasku? Przecież Jego Słowo jest pełne światła i blasku. Mam takie wspomnienie ciemności w swoim życiu. Ta ciemność nie była wynikiem tego, że Boga nie ma, a była wynikiem mojej decyzji. Będąc w sytuacji pełnej mroku, wydawało mi się, że wszystko jest mrokiem, a to ja stałem tyłem do światła. Wtedy słyszałem Jego głos. Cichy. Nienarzucający się. Tak jakby ktoś faktycznie mówił na ucho.

    „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.”

    Ciemność nie jest ciszą. Jest raczej kakofonią, bezkształtem dźwięków, od których się głuchnie. Zatraca się wrażliwość. Brak wrażliwości, znieczulenie, prowadzi do paraliżu duszy i ducha. Duchowa flauta prowadzi do tego, że z czasem tracimy to co nas odróżnia od świata zwierząt – tracimy duszę. Co ciekawe bez wrażliwości wewnętrznej, bez duszy możemy łatwo zatracić też cielesność. Współczesność podpowiada nam stale że ciało jest źródłem przyjemności – mamy stale dostarczać bodźców, które będą nas pobudzać, przy jednoczesnym pogłębiającym się paraliżu duchowości. Pobudzenie ma dawać poczucie braku tej wewnętrznej stagnacji.

    Jedyną drogą jest wyciszenie otwarcie się na cichy głos.

    „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.”

    Otworzyć się i wyznać, że tu i teraz jest niewystarczające, że jedyne czego nam potrzeba, to Słowo Boże – ucieleśnione w Jezusie Chrystusie – Panu i Zbawicielu. Potrzebuje Twojego ukojenia, Twojego ciepłego szeptu, który prawem miłości zmienia tu i teraz w wieczność.

  • O spotkaniu, które musi dojrzeć

    Łk 24, 35-48

     «Macie tu coś do jedzenia?»

    Czytanie jest wczorajsze, a wpis dzisiejszy. Musiało to popracować. To jest w ogóle fenomen Pisma Świętego, że nie od razu odkrywa to, czym się dla mnie staje. Czasem trzeba przemyśleć jakieś zdanie, jakiś fragment. Czas wytłuszcza i pogrubia esencję tego, co litery chcą powiedzieć.
    Jezus Zmartwychwstały, spotkany po raz kolejny. Uczniowie, którzy mieli coś, co nazwałbym roboczo rutyną Jego wyjątkowości, są po raz kolejny tak samo zaskoczeni. Cuda się działy, byli ich świadkami, w Jego imieniu wypędzali złe duchy, a mimo to nie są w stanie zrozumieć, tego co się dzieje. Po ludzku to ich przekroczyło. To jest kojące. Zazwyczaj kiedy dzieją się rzeczy nagłe,  niekoniecznie chciane nachodzi mnie czasami zwątpienie.  Chociaż zwątpienie nadchodzi częściej, kiedy nic się nie dzieje. to jednak inny temat – duchowej flauty. Oni także nie dostrzegali tego, że w chwili najcięższej próbny, On jest między nimi. Tak samo namacalny fizycznie, tak samo ludzki.

    Potem przyszło oświecenie. Po spotkaniu, po czasie, Wytłuszczył się sens tego, co napisane. Najpierw jednak musiało dojść do spotkania.

  • Fundamenty: Bóg nie ma innych rąk niż Twoje

    «Dz 3, 1-10»

    Dzisiaj Ewangelia koncentruje się na spotkaniu uczniów w drodze do Emaus. Bóg, którego spotykamy, a którego nie poznajemy. ten, który nas karmi mądrością i sobą, a umiemy to dostrzec ledwie muśnięciem jaźni. Jednak dzisiaj Dzieje Apostolskie są interesujące równie mocno – to taki reportaż z narodzin nowej rzeczywistości.

    «Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!»

    Ewangelie dają świadectwo cudów i uzdrowień Jezusa Pana. Piotr i Jan, kiedy już pomiędzy nimi nie ma Boga czynią dobro w Jego imieniu. To piękne, że Bóg, na którego przyjście czekamy pozostawia nas w dyspozycji do czynienia dobra w Jego imieniu. To wskazanie, że Bóg działa przez ludzi, że może działać przez nas samych. Czasami kiedy rozmawiam ze znajomymi o złu na świecie, pojawia się pretensja, że Bóg gdyby chciał to by naprawiał każde zło, to dla niego „małe miki”. To zrozumiałe, ale to przecież On zaprasza nas do udziału w Jego planie stworzenia i również w planie tworzenia dobra. Możemy działać w Jego imieniu, na większą Jego chwałę, czyniąc rzeczy wielkie, ale także te mniej zauważalne. Jesteśmy zaproszeni przez samego Boga do tego, aby brać odpowiedzialność za los innych, za los naszego otoczenia. Swoją drogą Piotr wskazuje na to, że często  najprostsze metody rozwiązywania problemów, nie rozwiązują wcale problemów. Czy garść złota postawiłaby chromego na nogi? Nie srebro i złoto, nie środki materialne, które wiele ułatwiają, a także pozwalają zachować dystans od głębi ludzkich problemów. Tu trzeba było głębokiej wiary, wejścia w los drugiego człowieka. Wzięcia części odpowiedzialności za innego i podjęcia trudu związanego z tym, że rzeczywistość która jest taka jaka nas zastaje podlega przeobrażeniu. To wymaga jednak zaufania w to, że można coś odmienić, że mamy wpływ na los.

  • Trzy dni to czasem za mało. O wychodzeniu z własnej ciemności

    Trzy dni to czasem za mało. O wychodzeniu z własnej ciemności

    «Mt 28, 8-15»

     

    «Nie bójcie się! »

    Esencją dzisiejszego czytania jest radość spotkania z Bogiem żywym.  Przejście od mroku beznadziei Wielkiego Piątku, do radości Zmartwychwstania. Od głębokiego paraliżu, który bierze się z poczucia utraty tego w co głęboko się wierzyło do radości tak niespodzianej, że powodującej lęk. Lęk, który wynikać może z tego, że może to zmysły nie dowożą. Może poczucie tego, że to sen, a sny mają to do siebie, że się kończą? Może to lęk przed tym, że to duch, a nie żywy człowiek? Zastanawiam się w jakim stanie bym się znalazł, gdybym faktycznie spotkał anioła, w miejscu, gdzie złożono zwłoki, których nie ma, a nie ma ich dlatego, że doszło do powstania z martwych? Co by było ze mną dalej, gdybym na swojej drodze spotkał osobę, co do której ja wiem, że zmarła?
    Umiem na to pytanie odpowiedzieć w pewnej mierze, bo mam w swoim życiu przejścia od śmierci do życia. Od ciemności do światła, od stanu beznadziei do stanu, kiedy każdy oddech jest jak wspaniały dar. Natomiast to dalej nie jest to.

     

    (…) i trwa aż do dnia dzisiejszego »

    Mnie jednak przykuwa ostatni fragment, ten dotyczący tego, że ludzie zaczynają nieść pomiędzy sobą plotkę, dotyczącą tego, że nie doszło do niczego. Umacniają mechanizm, który tak naprawdę jest umacnianiem się w braku nadziei na to, że każda sytuacja, która wydaje się bez wyjścia, tak naprawdę ma swój koniec i nie jest sytuacją bez wyjścia. Często słyszę dookoła, że czegoś się nie da, że coś bądź ktoś jest beznadziejne. Sam taki jestem – przejmuję się sytuacjami, które potem okazują się o wiele mniej straszne niż sobie je wyobrażałem. Narzekam czasami na świat, na ludzi, na życie i to niczego nie zmienia. Czasem trzeba poczekać, może nie do końca wystarczają trzy dni, ale przejście od ciemności do światła jest kwestią czasu, bo na końcu Bóg zwycięża.

  • Fundamenty: O srebrnikach, które liczymy w naszych relacjach.

    – Mt 26, 14-25-

     «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?»

    Kiedy Jezus i uczniowie przygotowują się do Paschy, ewangelista przybliża Judasza. Paradoksalnie przybliża nam jego oddalenie.
    Judasz podjął decyzję. Widział wiele, był jednym z dwunastu. Był blisko. Mimo tego mógł jasno określić wartość tej relacji – trzydzieści srebrników.

    Wyrachowany wybór. To jak w życiu. Bywają relacje, które mają swoją doraźną wartość. Te relacje zawsze traktują drugiego człowieka instrumentalnie. Taki wybór wynika najczęściej z tego, że nie dostrzegamy głębi osobowości tej drugiej strony, nawet jeśli widzimy, że ta osoba robi dobre rzeczy. Bywa, że sami stajemy się ofiarami takiego instrumentalnego traktowania. Pytanie brzmi, czy sami nie traktujemy innych w taki sposób, że mierzymy ich wartość według miar i wag określających opłacalność tej znajomości?

     

    «Czyżbym ja, Rabbi?»

    To pytanie jest zaskakujące. Przecież Judasz wie, co zrobił. Odebrał nagrodę i szukał sposobności, by wydać Jezusa. Zastanawiam się nad tonem wypowiedzi i tym, czy głos mu się łamał, czy był hardy? Jak reagował, kiedy Jezus odpowiada wprost «Tak, ty»? Czy był zaskoczony, czy to maskował? Wiedział doskonale, że Jezus wie. Mimo to, nie odstąpił od założonego i ustalonego planu.
    Czasem też taki jestem. Czasem doskonale zdaje sobie sprawę, z tego, że to co zrobię będzie mnie oddala od Ciebie, Jezu. Wtedy też w pełni świadom pytam – czy to będę ja? W głębi serca słyszę przecież – Tak, ty. Mimo to, oddalam wszelkie argumenty serca, na rzecz argumentów ze srebrników.

  • Czule przylgnąć do serca

    – J 13, 21-33. 36-38 –

    „Panie, kto to jest?” .

    Dzisiejsze czytanie jest głęboko dramatyczne i pełne napięcia. Poruszenie Jezusa, niepewność uczniów. Deklaracja Piotra, która płynęła z porywczości serca i gorzka odpowiedź, która musiała bardzo go zranić. I jedno kluczowe pytanie, które zawisło nie znajdując jasnego wskazania – „Panie, kto to jest?” Kim jest ten z uczniów, który Cię zdradzi?

    „A była noc”

    Zastanawiam się nad tym, ile razy sam czułem się tak samo jak Piotr? „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść z Tobą? Życie moje oddam za Ciebie!” Jak często wydawało mi się, że każdy krok, który będzie moim następnym, będzie krokiem za Jezusem? Potem pojawia się bat rzeczywistości. Okazuję się, że bezkompromisowość emocji, przegrywa z twardymi realiami okoliczności. Okoliczności, które studzą zapał i budzą wątpliwości. Te ostatnie bywają czasem głośniejsze od głosu sumienia i serca.
    Niuansowanie jest istotne, bo życie nie jest czarno białe. Tylko czasem zwracanie uwagi na odcienie szarości, przesuwa nas niezauważalnie od światła deklaracji takich jakie czynił Piotr, do mroku nocy, w którą odchodzi Judasz.

    „On więc oparł się na piersi Jezusa i zapytał : „Panie, kto to jest? „

    Ukochany uczeń, przylgnął do piersi Jezusa i zadał pytanie. Jaki to kontrast z wykrzyczanym obwieszczeniem Piotra. Myślę, że to też sugestia. Deklaracje, mocne postanowienia, próby zaklinania rzeczywistości – ludzkie narzędzia motywowania się i trzymania się wartości, które są nam bliskie. To wszystko bywa pomocne, ale najbliżej uzyskania odpowiedzi na pytanie jest właśnie ten, który który próbuje czule przylgnąć do Najświętszego Serca Jezusa.

    Dziękuję Panie, za to, że pomimo tego, iż często zdradzam, nie trzymam się założeń, jestem słaby i grzeszny, Ty wciąż pozwalasz mi być blisko i pozwalasz czule zbliżać się do Twojego Najświętszego Serca.